Co się odwlecze, to nie uciecze, z takim nastawieniem rozpoczęliśmy dzisiejszy dzień, pełni determinacji, by pod jego koniec nie narzekać na bolące nogi i ogólne zmęczenie. Znów zjedliśmy śniadanie w pokoju. Kotleciki ze ślimakami okazały się nie takie straszne, choć zwykłe rybne bardziej do nas przemawiają.
Stwierdziliśmy, że pho chyba lepsze
Dziś sobota, a w weekendy przy jeziorze Hoan Kiem, które znajduje się w centrum miasta, odbywają się różne wydarzenia. Strefa zostaje zamknięta dla ruchu samochodowego i skuterowego i przeistacza się w tętniący życiem deptak. Droga nad jezioro nie była zbyt łatwa. Przypominała jeden wielki targ. Kiedy zauważyliśmy stoisko z podpisem "very cold coconut" nie mogliśmy się oprzeć i po raz kolejny skusiliśmy się na zimniutkiego kokosa. Tym razem był tańszy, kosztował około 3 złote. W takich warunkach (wilgotność ponad 80 procent i 27 stopni) smakował wybornie.
Obeszliśmy jeziorko dookoła, co zajęło nam dobrą godzinę. Po drodze spotkaliśmy grupki tańczących Wietnamek i koncertujących ulicznych grajków. Jak można się było spodziewać, było również sporo turystów z całego świata.
Podobizny Ho Chi Minha można spotkać dosłownie wszędzie
Ulicznych rysowników też było kilku
Załapaliśmy się nawet na jakiś koncert
W centrum znajduje się też BRG Mart, sklep, do którego od jakiegoś czasu chcieliśmy trafić, dziś się udało. W końcu normalny sklep! Zaopatrzyliśmy się nawet w kosmetyki.
Ritter Sport to chyba tak pożądany towar, że aż pakują go w ochronne plastiki
Banany różnią się od tych sprowadzanych do Europy
Wracając do pokoju, rozglądaliśmy się na boki, szukając czegoś na kolację. Wreszcie skusiliśmy się na chao, to potrawa określana jako ryżowy kleik, ale ja bym bardziej powiedział, że to zupa. Za dwie porcje chao, wątróbkę i piwo zapłaciliśmy 150 tysięcy dongów (ok. 21 złotych).
Smażona wątróbka wieprzowa (chyba) — pycha!
Chao z wołowiną
Chao z żeberkami
Nie mogliśmy się oprzeć i w tak dobrze zaopatrzonym sklepie kupiliśmy jeszcze tutejsze wino i najpopularniejszą wietnamską wódkę.
Wino dosyć kwaśne i raczej puste w smaku. Za butelkę trzeba zapłacić ok. 14 złotych
Butelka 300ml kosztuje ok. 6 złotych. Ma 30% i smakuje jak rozwodniona polska
Można powiedzieć, że dzisiaj trochę odpoczęliśmy. Marne 15 tysięcy kroków to potwierdza. Jutro ostatni dzień w Hanoi. W poniedziałek ruszamy na północ.
.jpeg)

Oj, ale macie przegląd jedzenia i napojów 🤭 Dobrze, że Wam smakuje
OdpowiedzUsuń