13 listopada 2025

Elektryczna mata na końcu świata

Dzień zaczął się od tego, że poszedłem do Son z prośbą, by oddała nam wysuszone pranie (w pokojach nie chce schnąć z powodu stuprocentowej wilgotności). Chwilę później zrobiła nam śniadanie, w skład którego wchodził omlet, białe bułki, owoce i kawa. Całkiem smaczne. Zdjęcia nie ma, bo zapomniałem zrobić.

Później ruszyliśmy na spacer szlakiem znalezionym na Alltrails. Wycieczka miała zająć jakieś trzy i pół godziny, okazało się jednak, że musieliśmy się dosyć szybko wycofać ze szlaku z powodu błota. Trudno, przynajmniej widoczność się poprawiła i wreszcie mogliśmy nacieszyć oczy zielenią.



W końcu trochę zieleni i przestrzeni



Tych butów to już chyba nic nie doczyści

Alternatywna trasa prowadziła przez wioskę Cat Cat, ale wstęp do niej kosztuje 150 tysięcy dongów, więc odpuściliśmy, tym bardziej że Cat Cat cieszy się opinią pułapki turystycznej. To w tej chwili sztuczny twór udający autentyczną wietnamską wioskę, zapełniony straganami z pamiątkami, więc raczej nie ma czego żałować. Zresztą sama droga prowadząca do wioski to jeden wielki stragan, głównie z tradycyjnymi strojami.



Po podjęciu decyzji o odwrocie pokręciliśmy się jeszcze trochę po mieście, skoczyliśmy do sklepu i zjedliśmy obiad.

Ta roślina to chińska latarnia

Chodniki są czasami symboliczne

Sun Plaza z innej perspektywy

Dwa razy pho bo i banh cuon, naleśniki z ciasta ryżowego gotowane na parze

Po powrocie do pokoju mieliśmy zamiar trochę wyczilować, ale okazało się, że Son miała wobec nas inne plany i po jakimś czasie zapukała do naszych drzwi, trzymając w rękach elektryczny materac, żebyśmy nie zmarzli. Fakt — dzisiaj jest już dosyć chłodno. W nocy może być poniżej 10 stopni.
Nie pozwalała sobie w ogóle pomóc w montowaniu tego ustrojstwa. Skakała więc przy naszym łóżku, walcząc z prześcieradłem, pod którym ta podgrzewana mata musiała się znaleźć. Kiedy jej się w końcu udało, wyszła, by za chwilę wrócić z miotłą i zabrać się za zamiatanie pokoju... Ta kobieta nie przestaje mnie zadziwiać. Mam tylko nadzieję, że nie wystawi nam później rachunku za swoje usługi. Dosłownie czuję się, jakbyśmy mieli własną służącą. Na jutrzejsze śniadanie mamy obiecany makaron z grzybami i mięsem. Nie wiem, czy się przyzwyczaję do takiego traktowania.

Son w akcji

1 komentarz:

  1. O jejku 🤭to musieliście naprawdę daleko pojechać by doświadczyć takich usług 😋Pani Son chce jak najlepiej ,ale się nie przyzwyczaj bo to jak sen,szybko minie🤣

    OdpowiedzUsuń