06 listopada 2025

Ceramiczne dzbany i kompot z suszu

W Hanoi nie brakuje miejsc, w których można kupić wycieczki czy skorzystać z innych lokalnych atrakcji, ale po co nam biura podróży, skoro jest Tomek? To on bowiem wpadł na pomysł, by wybrać się dzisiaj do miejscowości Bat Trang, słynącej z wyrobu ceramiki. 

Dzień rozpoczęliśmy tradycyjnie od śniadania na mieście — dzisiaj wreszcie było to tradycyjne banh mi, czyli podawana na ciepło bagietka z różnymi dodatkami. Tomek wybrał wersję na bogato, z czym tylko się dało, ja oczywiście podeszłam do tematu bardziej asekuracyjnie. Ogólnie było smacznie, choć składników mogło być ciut więcej. No i po co pakować ostry sos do porannej bułki? Ale wiecie, ja to w ogóle nie przepadam za pikantnym jedzeniem, więc ten tego...

Tak powstaje słynna wietnamska bagietka

Otoczenie może nie za ciekawe, ale po co jeść na stojąco, jeśli można usiąść?

Po wypiciu kawki (dzisiaj w wydaniu na zimno z lodem, co nas trochę zaskoczyło, bo pani nawet nie spytała, jaką chcemy) ruszyliśmy na dworzec autobusowy. Dość sprawnie udało się odnaleźć właściwe stanowisko, pozostało jedynie czekać na przyjazd autobusu, który powinien być mniej więcej za 20 minut. Na szczęście rzeczywiście przyjechał i udało się bez problemu znaleźć miejsce siedzące. Pojedynczy, trwający pół godziny przejazd do Bat Trang kosztował nas jakieś 1,40 zł, a zakupu biletu dokonuje się bezpośrednio u biletera w autobusie. Górnośląska metropolia powinna brać z nich przykład 😉.


Wśród nowoczesnych, zeroemisyjnych autobusów, można jeszcze spotkać takie wehikuły

W Bat Trang wysiedliśmy na kończącym kurs przystanku, przy którym znajdowało się niewielkie i dość ciasne muzeum poświęcone ceramice połączone z ogrodem. Zwiedzanie nie zajęło nam wiele czasu, ale i tak profilaktycznie zostawiliśmy plecaki przy wejściu, bo przy moich zdolnościach większość eksponatów mogłaby pozostać jedynie mglistym wspomnieniem 🤭. Później spacerowaliśmy po miasteczku, pełnym sklepów z miejscowymi wyrobami, nierzadko kunsztownej roboty. Zajrzeliśmy też na lokalny targ, gdzie pani proponowała nam między innymi zakup ceramicznego gwizdka w kształcie ptaszka, ale wystarczą nam jednak wszechobecne klaksony skuterów. Nie skusiliśmy się również na zachęty kilku osób, namawiających nas na udział w warsztatach garncarskich.

Wstęp do muzeum był darmowy. Można w nim podziwiać dzieła Vu Thanga

Ogród może nie był za duży, ale był bardzo klimatyczny

Niektóre detale naprawdę robiły wrażenie


W zasadzie cała wioska żyje z wyrobów ceramicznych


Mijanie się ze skuterami w takich uliczkach to świetna gimnastyka

Niestety nie udało nam się tam dorwać nic na obiad, więc po chwili bezowocnych poszukiwań usiedliśmy nad wodą, posilając się przekąskami, które kupiliśmy jeszcze w Grecji z myślą o długim locie. Orzeszki i bezcukrowe ciasteczka pewnie nie spodziewały się pokonania takiej drogi, podobnie zresztą jak polska granola z Sante, którą widziałam później w supermarkecie w Bat Trang 😃. Sklep był trochę lepiej zaopatrzony niż te, które mamy w pobliżu, więc kupiliśmy parę rzeczy (wreszcie mam płatki owsiane 🥳), a Tomek wypatrzył nawet jakieś mocniejsze alkohole, z czego jeden smakuje jak wigilijny kompot z suszu 🤐. Butelka 400 ml kosztuje ok. 7-8 złotych.

Wódka z dzikich bananów (29,5%). To ona smakuje jak kompot z suszu

Wódka z kleistego ryżu, bardzo delikatna w smaku (30%)

Wróciliśmy do Hanoi z nadzieją, że znajdziemy jakieś ciekawe jedzonko, ale ostatecznie wybraliśmy miejscówkę z pho, w której byliśmy pierwszego dnia. Dzisiaj wystarczyło po prostu tam usiąść bez zamawiania, a miski z pho i tak po chwili pojawiły się na stole. Taką obsługę to ja rozumiem. Zupa pho to zresztą zawsze dobry pomysł, zwłaszcza że dzisiaj wołowinki pływało w niej więcej niż ostatnio.

Autobusy wyglądają prawie jak w Polsce

Po powrocie do pokoju postanowiliśmy wreszcie zrobić pranie, ale podobnie jak wczoraj pralka była chwilowo zajęta, a na dodatek nie umieliśmy znaleźć nigdzie proszku do prania. Pralka niestety jest tylko jedna i mogą z niej korzystać wszyscy mieszkańcy apartamentów. Na szczęście jednak miła pani mieszkająca na dole zaoferowała, że po zakończeniu cyklu postawi nam pranie i później wrzuci je do suszarki, więc już niedługo wszystko powinno być świeże i pachnące. 

Na koniec chciałabym nieśmiało przypomnieć, że jeśli podobają się Wam nasze wpisy, to tutaj możecie postawić nam symboliczną kawkę czy inny wietnamski smakołyk. Każda wpłata to dla nas wielka radość i motywacja do dalszych działań 🙂. Serdecznie dziękujemy też za dotychczasowe wsparcie, śledzenie naszego bloga, komentarze i każde dobre słowo 😘.

4 komentarze:

  1. Bardzo podobają nam się wpisy. Pozdrawiamy i całujemy

    OdpowiedzUsuń
  2. Codziennie czytamy wieczorem i przenosimy się dzięki temu,tam gdzie Wy.. Czekamy na więcej 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrawiamy serdecznie ♥️

    OdpowiedzUsuń