Po prawej absolutny hit — pieczony bakłażan
28 grudnia przyjechaliśmy do miasta Quy Nhon, znajdującego się mniej więcej w połowie drogi między Hoi An a naszym kolejnym przystankiem, czyli Nha Trang. Nie jest to miejsce szczególnie popularne wśród turystów, ale uznaliśmy, że sześć i pół godziny podróży brzmi lepiej niż prawie jedenaście. Autobus wyrzucił nas gdzieś przy ruchliwej drodze i do hotelu musieliśmy podjechać Grabem, bo tym razem transfer nie był zagwarantowany. Po chwili oczekiwania otrzymaliśmy kartę wejściową do znajdującego się na 22 piętrze apartamentu. Do naszej dyspozycji był aneks kuchenny (po raz pierwszy od prawie dwóch miesięcy) z normalnej wielkości lodówką oraz małą kuchenką indukcyjną. Nie jesteśmy fanami takich molochów, ale widok z okna był niczego sobie. Minusem była na pewno wanna, bo wolimy kabiny prysznicowe, ale za 22 zł od osoby nie ma się co czepiać. Wieczorem poszliśmy na zupę, która niespodziewanie okazała się potrawą z makaronem podawaną na zimno, ale co zrobić. Później jeszcze spacer po nadmorskim deptaku, wizyta w sklepie i do pokoju. Dni dojazdowe i tak są męczące, więc nie ma co szaleć z aktywnościami. Jutro też jest dzień.
To nasz hotel
W poniedziałek nie ustawialiśmy budzika, ale i tak wstaliśmy dość sprawnie, a za śniadanie posłużyły nam bułki z podróży. Gdy Tomek dokończył zlecenie, ruszyliśmy w stronę, jakżeby inaczej, znajdującego się w okolicy wzniesienia, bo górą wstyd to nazwać. Po dość długim asfaltowym odcinku drogi dotarliśmy do bramy jakiegoś ośrodka, gdzie musieliśmy opłacić wstęp w wysokości ok. 70 groszy od osoby. Ścieżka wiodąca na szczyt znajdowała się na terenie kompleksu, więc trzeba się z tym szalonym wydatkiem jakoś pogodzić. Z jednej strony miejsce wyglądało jak ośrodek wczasowy, który lata świetności ma już dawno za sobą, a z drugiej jak osobliwa pamiątka czasów francuskiego protektoratu. Na mapach w telefonie był też zaznaczony wrak statku, ale nigdzie go nie znaleźliśmy. Może ciągle jest w wodzie? Za duże fale, nie będziemy sprawdzać.
Tropiki pełną gębą
Na terenie kompleksu można znaleźć i wzgórze fatimskie
Ostatnim punktem programu była wizyta w wielkopowierzchniowym sklepie, pierwsza, odkąd jesteśmy w Wietnamie. Zaopatrzyliśmy się tam w rzeczy, które trudno kupić gdzie indziej, a przede wszystkim w rybę na obiad. Póki jest aneks, to trzeba korzystać. Wyszło tego tyle, że obiad na dwa dni mamy z głowy.
Poczuliśmy się dziwnie, wchodząc do tak wielkiego sklepu, jak na tutejsze warunki
Krojenie ryby tępym nożykiem to niezła próba cierpliwości
We wtorek już nie mieliśmy pieczywa, więc wyszliśmy wcześniej na miasto w poszukiwaniu śniadania. Łatwo nie było, ale kto szuka, ten znajdzie — w naszym wypadku banh mi na patelni. Tym razem była do wyboru wersja premium z trzema jajkami, więc nie omieszkaliśmy skorzystać. W tym wariancie każdy dostał po dwie bagietki, trochę za dużo, ale czemu by nie wziąć niezjedzonych na wynos? Główka pracuje, nie ma co.
Słońce grzało niemiłosiernie, więc poszliśmy też na mrożoną kawę, a później ruszyliśmy deptakiem w kierunku cypla. Odkryliśmy nawet port rybacki, skąd mogliśmy się wybrać na półwysep znajdujący się po drugiej stronie brzegu, ale zrezygnowaliśmy z tej atrakcji. Zamiast tego zrobiliśmy pętlę po mieście, zahaczając o niewielkie jezioro i miejsce, w którym zjedliśmy oryginalną zupę z won tonami. Obiad jest, więc można z czystym sumieniem wracać do pokoju.
W tle chłopaki rżną w karty, to tutaj popularna rozrywka
Trochę się wahaliśmy, czy nie przedłużyć sobie pobytu chociaż o jedną noc, bo mieliśmy tu niezłe warunki — aneks i balkon, z którego pewnie można by było podziwiać pokaz fajerwerków, ale Tomek podjął męską decyzję i zarezerwował bilety na autobus do Nha Trang, gdzie dzisiaj dojechaliśmy. Przynajmniej kolejna część trasy z głowy. Relacja z pobytu tutaj będzie już w kolejnym poście, więc już teraz życzymy Wam szampańskiej zabawy i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku. Oby był lepszy, a przynajmniej nie gorszy od poprzedniego, a wszystkie Wasze marzenia niech się spełnią. Do siego roku! 🥳🍾🎉





Piękny widok z okna 🤗 Życzymy w nowym roku ,pięknych miejsc do zwiedzania i dużo sił 😘.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia! Widok z takiej wysokosci- super. A u nas zimno i śnieżno.
OdpowiedzUsuń