20 grudnia 2025

Fąknista Fąknia

Pobyt w miejscowości Phong Nha (alternatywnie "Fąknia", jak to zabawnie określił Tomek, co automatycznie zyskało miano hasła wyjazdu) zleciał błyskawicznie. W środę solidnie padało, więc uznaliśmy, że nie będziemy szukać atrakcji na zewnątrz, tylko Tomek dokończy swoje zlecenie. Ok. 15, gdy pogoda się poprawiła, poszliśmy do swojsko wyglądającego przybytku na pho i naleśnik banh xeo, zniechęceni wcześniejszymi nieudanymi podbojami tamtejszych restauracji. Tym razem na szczęście wyszliśmy zadowoleni, bo było tanio i smacznie. Po skończonej robocie poszliśmy na lekką kolację w postaci makaronu z różnymi dodatkami. Właściciel wydawał się zaskoczony, że postanowiliśmy spróbować pasty krewetkowej, która ma generalnie dość specyficzny zapach i smak. Mnie osobiście nie urzekła, ale Tomek był zachwycony. Po kolacji wybraliśmy się jeszcze na spacer w pobliżu pomnika, gdzie młodzież do późnych godzin wieczornych grała w piłkę.

W środku postrach turystów - pasta krewetkowa


W czwartek pogoda zupełnie nie przypominała tej z poprzedniego dnia — od rana świeciło słońce i nieźle grzało. Po śniadaniu, które w tym hotelu było naprawdę smaczne, postanowiliśmy wynająć skuter, by udać się do jaskini oddalonej ok. 30 km od naszej miejscowości. Tym razem wypożyczenie sprzętu na cały dzień kosztowało jedynie 100 000 dongów, czyli niecałe 14 zł. Jaskinia była droższa, bo wstęp wynosił ok. 35 zł od osoby, ale zdecydowanie było warto mimo pozornie wysokiej jak na wietnamskie warunki ceny, gdyż wnętrze naprawdę robiło wrażenie. Spędziliśmy tam ponad godzinę, podziwiając różnorakie formy, jakie stworzyła matka natura. Tomek niestety zapomniał zabrać karty pamięci do aparatu, więc musieliśmy zadowolić się zdjęciami z telefonu.







Jaskinia była tak długa, że był nawet czas na nagranie filmiku

Po chwili odpoczynku ruszyliśmy w kierunku kolejnej jaskini, znacznie mniejszej, ale równie ciekawej, bo stanowiącej niegdyś bazę podczas wojny w Wietnamie. Mieliśmy też okazję wziąć udział w doświadczeniu VR, wcielając się w kierowcę pojazdu wojskowego — robiło to naprawdę duże wrażenie. W drodze powrotnej weszliśmy do położonej nad wodą restauracji na kawę, sajgonki, sałatkę z papai oraz zupę z karpia. Kawa przyszła gorąca zamiast mrożona, a papaja magicznie zamieniła się w pomelo, ale zupa z karpia zdecydowanie wynagrodziła te pomyłki. Wieczorem poszliśmy jeszcze na kolację w miejscu, gdzie żadne danie nie kosztowało więcej niż 5 zł, a i tak było miło i smacznie. Skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?







Co prawda jeszcze nie wigilijny, ale jednak karp




Piątek był jeszcze cieplejszy, więc ponownie po śniadaniu wsiedliśmy na skuter, by udać się do miejscowego ogrodu botanicznego, na co zabrakło już czasu w czwartek. Niech nie zwiedzie Was jednak nazwa, bo ogród okazał się tak naprawdę dżunglą, na szczęście z dobrze oznaczonymi szlakami. Wyzwaniem okazało się jednak podejście do wodospadu, stanowiącego największą atrakcję tego miejsca. Mamy z Tomkiem już pewne pojęcie na temat górskich tras, ale tak fantazyjnie wyznaczonego szlaku chyba jeszcze nie widzieliśmy — był on poprowadzony bezpośrednio obok strumienia, a w pewnym momencie wymagał brodzenia w wodzie. Całe szczęście, że Tomek wcześniej dowiedział się, że dobrze jest wziąć ze sobą buty do wody, bo byłoby naprawdę kiepsko. Kilkanaście minut po nas pojawili się tam inni śmiałkowie, wyraźnie zmartwieni tym, co zastali. Do teraz się zastanawiamy, czy postanowili zawrócić, czy jednak dali jakoś radę. W każdym razie wiemy już, po co pani z obsługi kazała nam przy wejściu pozostawić numer kontaktowy 🤐. Miejsce na pewno ciekawe, ale miejscami naprawdę niebezpieczne i chyba nie wszyscy sobie zdają z tego sprawę. Był też co prawda inny wariant trasy do wyboru, ale uważam, że mogliby coś bardziej dosadnie mówić przy wejściu.




Adrenaliny nie brakowało. Taki tam ogród botaniczny...


Naprzeciwko "ogrodu" znajdował się też rezerwat dzikich zwierząt, który chcieliśmy zahaczyć, ale okazał się nieczynny z powodu kwarantanny, więc zamiast tego pojechaliśmy do fermy z kaczkami. Mogliśmy je nawet nakarmić i nie chciano od nas za to złamanego donga. Później jeszcze zimny kokos, obowiązkowy w takim cieple, a po odpoczynku w pokoju kolacja we wczorajszej restauracji. Posiłek trochę nam zepsuła para rodaków, a konkretnie jej męski przedstawiciel, któremu buzia nie zamykała się ani na chwilę, ale widocznie też ich przyciągnęły niskie ceny. 


Zwyczaj budowy szopek bożonarodzeniowych dotarł też i tu





Dzisiaj przybyliśmy do Hue, historycznej stolicy Wietnamu. Ku mojej rozpaczy nie uniknęliśmy znowu autobusu z leżankami, ale był on trochę inny, bo dostosowany do krótszych przejazdów — siedziska były krótsze i nieprzedzielone zasłonkami, a mimo to całkiem wygodne.



Podobnie jak ostatnio wysadzono nas w miejscu, skąd dalej pojechaliśmy taksówką, później wzięliśmy Graba do hotelu, zameldowaliśmy się i poszliśmy na tutejszy specjał, czyli oczywiście bun bo Hue, oraz krótki spacer, z czego Tomek nie był szczególnie zadowolony. Ogólnie miasto przypomina nam trochę Hanoi pod względem hałasu i ruchu ulicznego, ale będziemy tutaj na szczęście tylko do wtorku. Po odpoczynku w pokoju poszliśmy na kolację do małego, ukrytego w bocznej uliczce lokalu, gdzie chyba pójdziemy znowu jutro, bo wszystko było świeże i pyszne, a obsługa naprawdę zna się na rzeczy. Jutro będziemy zwiedzać więcej, ale i tak się cieszymy, że dzień "dojazdowy" był względnie mało męczący i wyrobiliśmy się nawet sporo przed zachodem słońca. Trzymajcie się ciepło i nie dajcie się zbytnio pochłonąć przedświątecznej gorączce 😉.





7 komentarzy:

  1. Ekstremy na całego 🤣🤣 Potrawy apetycznie wyglądają,wy na tym skuterze Super a jaskinia robi wrażenie ☺️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jaskinia nas zachwyciła. Jazda na skuterze też, ale w Hue nie ma na to szans, za duży ruch, może nie jak w Hanoi, ale wspomnienia stamtąd wróciły ;)

      Usuń
  2. Niektóre foty są takie, że aż kuszą o memiczny nagłówek :D Kaczka dnia wleciała, cóż chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczka dnia musi być ;) Nie krępuj się, możesz tworzyć memy xd

      Usuń
  3. Moni ale fajnie! Fajnie się czyta o Waszych przygodach. Już chciałoby się tam być. Fajna musi być jazda takim skuterem i jaka piękna jaskinia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zachęcamy też do czytania archiwalnych postów, a jest co nadrabiać 😜

      Usuń
  4. Udanych dalszych wojaży i niezapomnianych wrażen pozdrawiamy P i U S

    OdpowiedzUsuń