Zacznijmy od sprostowania. W poprzednim poście wkradł się błąd, ponieważ to jutro jest nasz ostatni pełny dzień w Atenach. Wylot do Wietnamu czeka nas w piątek. Dobrze, że Monice coś się nie zgadzało i sprawdziła daty, bo kiepsko byśmy wyglądali jutro na lotnisko, szukając lotu, którego nie zaplanowano.
Nie śpieszyliśmy się dzisiaj z pobudką. Musiałem trochę popracować, a później, ok. 13:00 ruszyliśmy do dzielnicy Omonia na miejskie targowisko Varvakios, by sprawdzić, gdzie zaopatrują się miejscowi.
Targ robi wrażenie, takiej ilości różnego rodzaju mięsa, ryb i owoców morza nie widziałem chyba nigdy wcześniej. Niestety musieliśmy kupić kolejne bilety 5-dniowe, bo poprzednie straciły już ważność, a cena pięciodniówek jest dokładnie taka sama, jak dwóch biletów dobowych. Szkoda, że w Atenach nie można kupić biletu tygodniowego, ale co zrobić.
Na zewnątrz roiło się od stoisk z owocami i warzywami. Na każdym kroku ktoś sprzedawał oliwki.
Później stwierdziliśmy, że przejdziemy się na plac Monastiraki, skąd ruszyliśmy do dzielnicy Anafiotika, a później na jedzenie do libańskiej knajpy (obsługa znała nawet kilka słów po polsku) z powrotem w okolice Monastiraki. Najedzeni stwierdziliśmy, że nie było nas jeszcze na przykład na stacji Metaxurghio, więc dawaj na stację metra! W końcu mamy bilety :) Okazało się, że w dzielnicy Metaxurghio nie ma za bardzo co robić, więc przeszliśmy się na stację Kerameikos. Po drodze Monika zauważyła punkt z usługami drukarskimi, gdzie wydrukowaliśmy karty pokładowe na piątkowy lot i wróciliśmy do pokoju, po drodze zahaczając o Lidla.
Zjedliśmy makaron z mulami i zajęliśmy się sprawą numer jeden na dzisiaj, czyli organizowaniem sobie noclegu w Hanoi, bo z tego, który mieliśmy zabukowany już wcześniej, nic nie wypaliło z powodu jakiejś "inspekcji", która akurat ma mieć miejsce w dniach, w których mieliśmy rezerwację. Zaproponowano nam co prawda zmianę lokalu na inny, ale coś nam bardzo śmierdziało, więc zrezygnowaliśmy i zarezerwowaliśmy coś zupełnie innego. Plusem jest darmowy transfer z lotniska. Do centrum spacerkiem idzie się z pół godziny, ale w okolicy są przystanki autobusowe, więc jakoś ogarniemy. W Hanoi będziemy do poniedziałku 10 listopada.
Jutro pewnie znów dzień na luzie. Na razie wystarczy przygód i atrakcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz