28 października 2025

Darowanemu Pegazowi nie zagląda się w zęby

Dzisiaj wstaliśmy wcześnie, bo już przed 7:00, by uniknąć kolejek i tłumów podczas zwiedzania Akropolu (przypomnimy tylko, że dzisiaj wstęp był bezpłatny z okazji święta narodowego — normalnie bilet dla jednej osoby kosztuje ok. 150 zł). W metrze było prawie pusto, co nieczęsto się tu zdarza, więc trochę naiwnie liczyliśmy na brak kolejki do wejścia na Akropol. Kolejka była, ale na szczęście dość płynnie się przesuwała, więc niecałe pół godziny szybko zleciało.

Na Akropolu spędziliśmy około godziny, podziwiając starożytne zabytki, a Tomek oczywiście nie powstrzymał się od robienia zdjęć. Zewsząd słychać było języki z różnych części świata, a zwiedzanie było nie lada wyzwaniem z uwagi na konieczność manewrowania wśród masy ludzi. Pocieszamy się jednak, że godziny szczytu miały zacząć się dopiero później, więc opłacało się być rannym ptaszkiem.




Po zwiedzaniu Akropolu przyszedł czas na chwilę przerwy i obmyślenie dalszego planu. Wybór padł naturalnie na Muzeum Akropolu, z którego jednak dość szybko uciekliśmy głównie ze względu na tłumy. No dobra, tak naprawdę uznaliśmy, że eksponatów wcale nie było aż tak dużo, a regularna cena biletu wynosząca jakieś 85 złotych jest, delikatnie mówiąc, przesadzona. Weszliśmy jednak za darmo, a wiadomo, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.


Następnie, mimo że już w sumie mieliśmy dość, ruszyliśmy w stronę Świątyni Zeusa Olimpijskiego, którą zainteresowaliśmy się kilka dni wcześniej, ale odstraszyła nas wtedy cena biletu, czyli podobnie jak w muzeum 85 zł. Dzisiaj było za darmo, i całe szczęście, bo oprócz świątyni otoczonej rusztowaniem nic tam w sumie nie ma, nie licząc punktu gastronomicznego oferującego piwo za 20 zł, co oczywiście nie uszło uwadze Tomka. To już chyba 85 zł za Muzeum Akropolu jest bardziej uzasadnioną ceną.

Po wyjściu ze świątyni przypomnieliśmy sobie, że przecież musimy jeszcze zaliczyć Agorę Ateńską, która na szczęście nas nie rozczarowała, ale po jej zwiedzaniu byliśmy już naprawdę zmęczeni. Po chwili przerwy na ławce w parku i podziwianiu papug, które żyją tam na wolności, ruszyliśmy na stację metra, by dotrzeć do ostatniego, jak myśleliśmy, punktu naszej wycieczki, czyli Narodowego Muzeum Archeologicznego. Wcześniej jednak kupiliśmy sobie mrożone espresso, które w otoczeniu zieleni smakowało wybornie, i niespiesznie cieszyliśmy się chwilą. Niestety miało to swoją cenę, bo do muzeum dotarliśmy na 20 minut przed jego zamknięciem — nasza wina, bo nie sprawdziliśmy, że świąteczne godziny otwarcia różnią się od tych w dni robocze. Jako że nasze stopy nie były już na tym etapie pierwszej świeżości, nie poczuliśmy z tego powodu większego rozczarowania i postanowiliśmy na chwilę wrócić do pokoju.





Dziwne te gołębie.


Po chwili narady stwierdziliśmy, że przydałoby się coś przekąsić — co prawda mieliśmy w lodówce kupione w okazyjnej cenie mule, więc wystarczyło je na szybko przyrządzić, ale jakoś brakowało weny do gotowania. Znaleźliśmy nieopodal miejsce z domową kuchnią, trochę w stylu baru mlecznego, więc mieliśmy nadzieję, że najemy się za tani pieniądz. Na miejscu było jednak trochę dziwnie i wcale nie tak tanio — za 6 euro dostalibyśmy niewielki kawałek mięsa z ryżem lub ziemniakami, a pan gospodarz podejrzliwie na nas łypał. Ostatecznie w innym miejscu kupiliśmy sobie dużego gyrosa, również za 6 euro, którym naprawdę się najedliśmy, a pani z obsługi była dodatkowo bardzo przyjazna. Mule będą na jutro, no chyba że Tomek je wsunie jeszcze dzisiaj na kolację 🤭

Najedzeni uznaliśmy, że mimo bolących nóg przyda się jeszcze gdzieś pospacerować. Podjechaliśmy więc metrem na Stadion Olimpijski — nazwa brzmi bardziej spektakularnie niż sam wygląd obiektu, ale pokręciliśmy się tam trochę, Tomek zrobił zdjęcia fladze olimpijskiej, i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wróciliśmy do apartamentu. Jutro już ostatni pełny dzień w Atenach — nie wiadomo, kiedy ten czas zleciał, ale może to i lepiej, bo już tyle atrakcji, a nie dotarliśmy nawet do celu naszej podróży...


1 komentarz:

  1. Zwiedzić takie miejsca to warto było wstać wcześnie☺️

    OdpowiedzUsuń