05 marca 2026

Islamskie oblicze Azji

Najważniejsze jest podobno śniadanie. No to ustawiamy się w kolejce w piekarni po jakieś śniadaniowe przekąski, jemy, mrożona kawusia lana na miejscu do puszek i można pisać.

Na szczęście można się dogadać po angielsku

W tych regionach nikt się nie przejmuje plastikiem

W aglomeracji Kuala Lumpur żyje około dziewięć milionów ludzi, zaś w samym mieście ok. dwa miliony, co sprawia, że wielkością można je porównać do Warszawy. Podobnie jak w polskiej stolicy – kursuje tu metro, z którego korzystaliśmy bardzo często. Przemieszczanie się nim było sprawne, wygodne i tanie. W odróżnieniu jednak do stolicy Polski, tu do dyspozycji mamy aż dziesięć linii (niektóre z nich to kolejki podmiejskie, podłączone w system metra miejskiego), a po kilku z nich kursują pociągi bezobsługowe, czyli takie, w którym wszystkim steruje maszyna bez jakiegokolwiek udziału człowieka. Nie ma w nich nawet kabiny dla maszynisty. W Warszawie pierwsze takie cuda mają pojawić się podobno w 2030 roku. Zobaczymy. W każdym razie dla nas było to ciekawe spotkanie z czymś, co dla większości Europejczyków jest technologią przyszłości, a tu funkcjonuje od ładnych kilku lat.

Może nie widać dokładnie, ale pociągu nikt nie obsługuje

Same stacje metra również robią wrażenie, a przesiadanie się na inne linie nie sprawiało większych kłopotów dzięki czytelnym oznaczeniom. Niektóre tabory składały się z wagonów tylko dla kobiet. To charakterystyczne dla kultury zdominowanej przez islam. W burkach nikt tu jednak nie chodzi, choć włosy zasłonięte chustami to powszechny widok. Ze względu na wpływ religii w supermarketach znaleźć można pokoje do modlitwy, osobne dla mężczyzn i kobiet. Muzułmanie mają obowiązek modlić się pięć razy dziennie, więc to dla nich wygodne rozwiązanie.

W trakcie jednej z wielu przesiadek (stacja Ampang Park)

Zdjęcie zrobiłem w Pasar Seni, czyli głównym domu towarowym miasta

Wejście do pokojów modlitwy

To, co kojarzy się większości osób z Kuala Lumpur, to oczywiście nowoczesne wieżowce, a wśród nich ikoniczne Petronas Towers, czyli dwie wieże o wysokości 452 m, będące niegdyś (1998-2004) największymi budynkami na świecie. Do dziś to największe bliźniacze wieże świata powstałe w XX wieku. Obecnie te cuda nie są nawet największymi budynkami w Kuala Lumpur. Przewyższa je Merdeka 118 (679 m), drugi po budynku Burdż Chalifa w Dubaju najwyższy wieżowiec świata.

Petronas Towers


Merdeka 118

Kuala Lumpur to jednak nie tylko nowoczesność i futurystyka. Znajdziemy tu też architektoniczne pozostałości kolonializmu, które ciekawie kontrastują z przeszklonymi wieżowcami. Dobrze widać to na przykład na słynnym Placu Niepodległości.

    



    

Na tym maszcie w 1957 r. po raz pierwszy w historii zawisła flaga Malezji

Musicie wiedzieć, że w Malezji obowiązuje ruch lewostronny. Ciągle łapiemy się na tym, że patrzymy w złą stronę przy przechodzeniu przez jezdnię, idzie nam jednak coraz lepiej. 

Nad zielonością unosi się nasz hotel (Neu Suites)

A tu standardowy widok w mieście

W tej betonowej dżungli, potęgującej uczucie gorąca, wytchnienie można odnaleźć w sporym parku miejskim niepodal Muzeum Narodowego. Znajduje się w nim mnóstwo gatunków roślinności, a i zagrodę z jeleniami można po drodze spotkać.





Skoro już mowa o muzeum, no to jasne, że zajrzeliśmy i tam! Zresztą nie tylko. Poza Muzeum Narodowym odwiedziliśmy też Muzeum Sztuki Islamskiej. W taką pogodę klimatyzowane pomieszczenia muzealne sprawiały podwójną radość.




Za szybą Merdeka 118


Koran

Przycisk do dywanu


Wiadomo, że po zwiedzaniu człowiek robi się głodny. Tu kilka z potraw, które mieliśmy okazję zjeść w stolicy Malezji. Z wiadomych względów wieprzowina nie należy tu do najczęstszych widoków w menu.

Koreański zestaw: kurczak, wołowina, kalmary, kimchi, ryż, ziemniaki

Roti z kurczakiem i wołowiną

Panipuri

Naleśnik z warzywami

Kotlet jagnięcy, klopsiki, kurczak

Zupa grzybowa

Najedzeni? No to w drogę. Następny przystanek – Batu Caves. To świątynie umieszczone w jaskini, do której prowadzi ponad dwieście schodów, co w ponadtrzydziestostopniowym upale nieźle daje w kość. Po całym terenie skaczą małpy, jest więc niezły klimacik. Oczywiście pojechaliśmy metrem, no bo czym. Skutery w Malezji są ponad dwa razy droższe niż w Kambodży i Wietnamie, więc na razie nie decydujemy się na wynajem.












Czekając na stacji metra, wydarzyło się coś niesamowitego. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy zaczął padać deszcz! Dawno nic nas tak nie ucieszyło. I to nie byle jaki kapuśniaczek, tylko porządna ulewa. Sami zobaczcie, jak miło.


Pierwsze wrażenia z Malezji są takie, że kraj jest zdecydowanie inny niż Wietnam i Kambodża. Jest drożej (choć nie wszystko), a wpływ islamu jest tu widoczny na każdym kroku. Widać to po cenach alkoholu i ograniczonej podaży wieprzowiny. Zdecydowanie łatwiej za to jest się dogadać po angielsku, a transport działa sprawnie. Zobaczymy, jak będzie w mniejszych miejscowościach.

W tej chwili jesteśmy w mieście Ipoh na północ od Kuala Lumpur. Pogoda stabilna, 33 stopnie, aż się nie chce wychodzić z pokoju.

Pa, Misiaczki!

4 komentarze:

  1. Nie dziwię się, że ucieszył was ten deszcz. Tylko skąd się biorą te psy.? Są bezpańskie? To trochę niebezpieczne chyba? Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko stwierdzić, czy bezpańskie, ale nie były niebezpieczne – chowały się grzecznie pod daszkiem jak reszta turystów 😃. Też pozdrawiamy 😉

      Usuń
  2. To dobrze, bezpieczeństwo ponad wszystko

    OdpowiedzUsuń
  3. Co za radość z deszczu 🤪😋nie tylko dziwię się... ta małpa to z puszka to ekstra 😂😂Super fotki 😘

    OdpowiedzUsuń