Najważniejsze jest podobno śniadanie. No to ustawiamy się w kolejce w piekarni po jakieś śniadaniowe przekąski, jemy, mrożona kawusia lana na miejscu do puszek i można pisać.
W tych regionach nikt się nie przejmuje plastikiem
Same stacje metra również robią wrażenie, a przesiadanie się na inne linie nie sprawiało większych kłopotów dzięki czytelnym oznaczeniom. Niektóre tabory składały się z wagonów tylko dla kobiet. To charakterystyczne dla kultury zdominowanej przez islam. W burkach nikt tu jednak nie chodzi, choć włosy zasłonięte chustami to powszechny widok. Ze względu na wpływ religii w supermarketach znaleźć można pokoje do modlitwy, osobne dla mężczyzn i kobiet. Muzułmanie mają obowiązek modlić się pięć razy dziennie, więc to dla nich wygodne rozwiązanie.
W trakcie jednej z wielu przesiadek (stacja Ampang Park)
To, co kojarzy się większości osób z Kuala Lumpur, to oczywiście nowoczesne wieżowce, a wśród nich ikoniczne Petronas Towers, czyli dwie wieże o wysokości 452 m, będące niegdyś (1998-2004) największymi budynkami na świecie. Do dziś to największe bliźniacze wieże świata powstałe w XX wieku. Obecnie te cuda nie są nawet największymi budynkami w Kuala Lumpur. Przewyższa je Merdeka 118 (679 m), drugi po budynku Burdż Chalifa w Dubaju najwyższy wieżowiec świata.
Petronas Towers
Merdeka 118
Kuala Lumpur to jednak nie tylko nowoczesność i futurystyka. Znajdziemy tu też architektoniczne pozostałości kolonializmu, które ciekawie kontrastują z przeszklonymi wieżowcami. Dobrze widać to na przykład na słynnym Placu Niepodległości.
Na tym maszcie w 1957 r. po raz pierwszy w historii zawisła flaga Malezji
Musicie wiedzieć, że w Malezji obowiązuje ruch lewostronny. Ciągle łapiemy się na tym, że patrzymy w złą stronę przy przechodzeniu przez jezdnię, idzie nam jednak coraz lepiej.
W tej betonowej dżungli, potęgującej uczucie gorąca, wytchnienie można odnaleźć w sporym parku miejskim niepodal Muzeum Narodowego. Znajduje się w nim mnóstwo gatunków roślinności, a i zagrodę z jeleniami można po drodze spotkać.
Koran
Przycisk do dywanu
Wiadomo, że po zwiedzaniu człowiek robi się głodny. Tu kilka z potraw, które mieliśmy okazję zjeść w stolicy Malezji. Z wiadomych względów wieprzowina nie należy tu do najczęstszych widoków w menu.
Koreański zestaw: kurczak, wołowina, kalmary, kimchi, ryż, ziemniaki
Najedzeni? No to w drogę. Następny przystanek – Batu Caves. To świątynie umieszczone w jaskini, do której prowadzi ponad dwieście schodów, co w ponadtrzydziestostopniowym upale nieźle daje w kość. Po całym terenie skaczą małpy, jest więc niezły klimacik. Oczywiście pojechaliśmy metrem, no bo czym. Skutery w Malezji są ponad dwa razy droższe niż w Kambodży i Wietnamie, więc na razie nie decydujemy się na wynajem.
Czekając na stacji metra, wydarzyło się coś niesamowitego. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy zaczął padać deszcz! Dawno nic nas tak nie ucieszyło. I to nie byle jaki kapuśniaczek, tylko porządna ulewa. Sami zobaczcie, jak miło.
W tej chwili jesteśmy w mieście Ipoh na północ od Kuala Lumpur. Pogoda stabilna, 33 stopnie, aż się nie chce wychodzić z pokoju.
Pa, Misiaczki!
Nie dziwię się, że ucieszył was ten deszcz. Tylko skąd się biorą te psy.? Są bezpańskie? To trochę niebezpieczne chyba? Pozdrawiamy
OdpowiedzUsuńCiężko stwierdzić, czy bezpańskie, ale nie były niebezpieczne – chowały się grzecznie pod daszkiem jak reszta turystów 😃. Też pozdrawiamy 😉
UsuńTo dobrze, bezpieczeństwo ponad wszystko
OdpowiedzUsuńCo za radość z deszczu 🤪😋nie tylko dziwię się... ta małpa to z puszka to ekstra 😂😂Super fotki 😘
OdpowiedzUsuń