07 kwietnia 2026

Jesteśmy pod równikiem!

Gdy zrezygnowaliśmy z podróży po Laosie, żeby uniknąć kiepskiej oferty noclegowej i długich przejazdów między kolejnymi punktami podróży, nie przewidzieliśmy, że fatum dopadnie nas w Indonezji. O ile noclegi udaje się rezerwować całkiem sprawnie przez Whatsappa, który jest tutaj bardzo popularny (na Bookingu oferty, najczęściej nieopłacalne, można policzyć na palcach jednej ręki), o tyle z transportem sprawa bywa znacznie bardziej skomplikowana. Nie chodzi już nawet o długi czas przejazdów (na Sumatrze próżno szukać autostrad czy nawet dróg szybkiego ruchu), bo do tych już się względnie przyzwyczailiśmy, ale o zwyczajny brak połączeń autobusowych. Żeby dostać się z Rantauprapat do Padang Sidempuan musieliśmy skorzystać z tzw. dzielonej taksówki, czyli jechać przez wiele godzin z innymi pasażerami, którzy wsiadali i wysiadali po drodze. Mimo że ulokowaliśmy się strategicznie na tylnych siedzeniach, żeby nie musieć co chwilę ustępować komuś miejsca, to jazda i tak do przyjemnych nie należała. Kierowca przez całą drogę kopcił jak smok, często załatwiając po drodze różne sprawunki i zostawiając nas w nagrzanym samochodzie na dobrych kilkanaście minut. Chyba nie muszę dodawać, że w tych pojazdach "klimatyzacja" działa jedynie podczas jazdy, na postojach można umrzeć.

Takim autem jechaliśmy do Padang Sidempuan

W Sidempuan spędziliśmy trzy dni, licząc, że uda nam się tam przedłużyć wizy i przy okazji zobaczyć coś w okolicy, ale w całym mieście nie udało się znaleźć ani jednej wypożyczalni skuterów (poza internetową, która pachniała oszustwem na kilometr). Do tego mieszkańcy nie dawali nam ani na moment zapomnieć, że wyglądamy inaczej niż oni i co chwilę wykrzykiwali słynne już heloł i hałarju, co naprawdę trudno jest znieść na dłuższą metę. Człowiek stara się być cierpliwy, bo widok przybysza z Europy w mało turystycznych zakątkach Indonezji ma prawo wywołać zaciekawienie, ale my chcemy przeca normalnie żyć... Plus tych doświadczeń jest taki, że na pewno nabierzemy więcej zrozumienia dla celebrytów, desperacko próbujących ukryć się przed paparazzi w drodze po bułki na śniadanie. 


Wracając jednak do tematu – wydostanie się z miasta wcale proste nie było, bo z Sidempuan do Bukittinggi, czyli kolejnego punktu naszej podróży, nie jechał żaden autobus o sensownej porze. Największy przewoźnik na tej trasie nie miał już wolnych biletów, mniejsi mieli, ale tylko na nocne przejazdy. Wylądujemy na miejscu o 4:00 i co dalej? Nie pasował nam ten układ, więc umordowani jałowymi poszukiwaniami zdecydowaliśmy się na jedyne w tej sytuacji rozwiązanie, czyli taksówkę w opcji premium – z osobistym szoferem (niepalącym!) i bez innych pasażerów. Taka przyjemność kosztowała nas jakieś 130 zł od osoby. Odruchowo pomyśleliśmy, że to za dużo, ale czy na pewno, biorąc pod uwagę, że jechaliśmy ponad siedem godzin w całkiem komfortowych warunkach, z większą ilością miejsca na nogi i kulturalnym kierowcą? Wiadomo, że wolelibyśmy się tak nie wozić, ale jak mus to mus, a raczej, jak by to ujął Tomek, "zaś coś inkszego" ;).

Jadąc do Bukittinggi trafiliśmy na dzień targowy

Do Bukittinggi przyjechaliśmy w piątek wieczorem, więc żeby załatwić kwestie wizowe, musieliśmy poczekać do poniedziałku. W międzyczasie udało nam się wynająć skuter i trochę pojeździć po okolicy, odwiedzając różne punkty widokowe, coś na kształt Muru Chińskiego dla ubogich oraz japoński tunel z czasów II wojny światowej.











Bukittinggi to na szczęście znany ośrodek turystyczny (choć bardziej krajowy, bo zagraniczniaków tutaj jak na lekarstwo), więc różne usługi są znacznie bardziej rozwinięte, a miejscowi nie wydają się być aż tak zdziwieni naszą obecnością w tych rejonach, czasem tylko się przywitają i spytają, skąd jesteśmy. W poniedziałek ruszyliśmy skuterem do kantor imigrasi, czyli urzędu, w którym można starać się o przedłużenie wizy. Jak już wiecie, 4 maja lecimy z Malezji do Turcji, ale postanowiliśmy w międzyczasie zostać jeszcze trochę w Indonezji, żeby skorzystać z bardziej znośnej pogody i niższych cen noclegów. W Internecie przeczytaliśmy, że przedłużenie wizy wymaga aż trzech wizyt w urzędzie: pierwszej na złożenie i opłacenie wizy, drugiej na obowiązkowe zdjęcia i pobranie odcisków palców, a trzeciej na finalne wbicie pieczątki do paszportu. Wygląda jednak na to, że skończy się na jednej wizycie, bo zdjęcia zrobiono nam już podczas pierwszej wizyty, odciski pobrano wcześniej na lotnisku, a opłatę uiściliśmy online miejscowym kodem QR (jak dobrze, że Tomek rozkminił indonezyjską apkę, która to ogarnia!). Żeby starać się o przedłużenie wizy, musieliśmy przedstawić potwierdzenie, że zanim minie jej ważność, na pewno opuścimy Indonezję. Bilety lotnicze z Malezji do Turcji nie były wystarczające, więc musieliśmy kupić na szybko bilety na prom do Malakki w Malezji (co i tak chcieliśmy zrobić, tylko później, więc nie ma tego złego). Podobno po trzech dniach od opłacenia wizy przychodzi potwierdzenie jej przedłużenia na maila, ale na wszelki wypadek zostajemy w Bukittinggi na kolejne trzy dni (niestety na dwa ostatnie przenosimy się do innego hostelu, bo do obecnego ktoś przyjeżdża w międzyczasie). Dzisiaj odwiedziliśmy słynną Dolinę Harau, pełną wodospadów, granitowych klifów oraz pól ryżowych, opisywaną podobno jako "indonezyjski Yosemite".







Motylem jestem (pozdro dla Motyla)

Początkowo myśleliśmy, że jest to rodzaj rezerwatu przyrody z płatnym wstępem, a okazało się, że normalnie mieszkają tam ludzie. Płaciliśmy jedynie niewielkie opłaty za wjazd skuterem i postój na parkingu obok wodospadu, ale trzy złote można dać. Minusem tego miejsca jest co prawda brak ścieżek spacerowych, bo dolina jest w większości pokryta asfaltem, ale okolica i tak robi wrażenie. Nie brakuje tam miejsc noclegowych, więc jeśli ktoś lubi dłuższy relaks w przyjemnych okolicznościach przyrody z dala od zgiełku miasta i nie przeszkadza mu brak sklepów w okolicy, to jest to opcja do rozważenia. Tymczasem ściskamy Was mocno, bądźcie zdrowi i do następnego!




2 komentarze:

  1. Dzieci kochane,jak dobrze Was widzieć choć tylko na zdjęciu ... super wyglądacie...opaleni,uśmiechnięci i z plecakiem przygód 😋ten widok podczas jazdy skuterem przepiękny i ten wodospad wow 😵‍💫A ten motyl to unikat🤭 Pozdrowionka 😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Tomuś chyba wpodł w oko tym małpiszonom :D

    OdpowiedzUsuń