Dzień dobry! Jeśli myśleliście, że nie stworzymy pożegnalnego posta, to byliście w błędzie i należą się nam z tego powodu przeprosiny 😉. Co nowego u nas? Aż trudno uwierzyć, ale wczoraj minęły dwa tygodnie, odkąd wróciliśmy do Polski. Był to dla nas intensywny czas, bo już następnego dnia po przylocie ruszyliśmy na Dolny Śląsk, żeby znaleźć sensowne mieszkanie do wynajęcia. Łatwo nie było, ale udało się i teraz powoli osadzamy się w nowej, znacznie spokojniejszej niż w poprzednich miesiącach, rzeczywistości. A jak minął nam pobyt w Nesebyrze? Jak wiecie, chcieliśmy codziennie plażować, ale maj w Bułgarii jest jeszcze zbyt chłodny na takie atrakcje, więc skończyło się na spokojnych spacerach po okolicy, najczęściej w polarach. No dobra, aż takimi leserami nie jesteśmy, bo kilka razy kąpaliśmy się wieczorem w morzu, do którego żaden normalny człowiek ze względu na temperaturę raczej by nie wszedł. No ale my normalni w końcu nie jesteśmy. Za pierwszym razem Tomek porwał się na taką akcję sam, bo wiatr potęgował uczucie zimna i zwyczajnie spuchłam, ale kolejnego dnia ciekawość zwyciężyła. Przez chwilę nogi drętwiały z zimna, ale im dalej w las, a w tym wypadku raczej w morze, tym więcej frajdy. Szczególnie wieczorem, gdy słońce już zachodziło, a całe wybrzeże było pięknie oświetlone. Może trzeba będzie rozważyć morsowanie. Jak już wspominaliśmy, nie była to nasza pierwsza wizyta w tej mieścinie, ale na pewno znacznie przyjemniejsza niż poprzednim razem. Trzy lata temu zajrzeliśmy do Nesebyru w październiku, gdy słońce grzało znacznie mocniej, a wszechobecne tłumy i komercyjny klimat zakłóciły nam odbiór tamtejszej starówki, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tym razem spacerowiczów było jak na lekarstwo, a praktycznie wszystkie restauracje i punkty z pamiątkami pozostawały wciąż zamknięte przed rozpoczęciem sezonu, więc kompletnie zmieniliśmy zdanie o tym urokliwym miejscu. Polecamy wybrać się tam szczególnie pod wieczór, gdy otoczenie nabiera mistycznego wręcz charakteru.

Mimo że już miesiąc temu wróciliśmy z Azji do Europy, to wciąż nie mieści nam się w głowie, jak bardzo te kontynenty się od siebie różnią pod każdym możliwym względem — klimatu, liczby mieszkańców, codziennego życia, mentalności... Momentami aż się zastanawiamy, czy w ogóle gdzieś polecieliśmy, bo wydaje się to teraz wręcz nieprawdopodobne. Na pewno minie trochę czasu, zanim te wszystkie doświadczenia poukładamy sobie w głowie i wyciągniemy wnioski na przyszłość. Nieraz słyszeliśmy, że taka podróż jest godna pozazdroszczenia, ale musicie wiedzieć, że jej kulisy bywają znacznie mniej kolorowe niż ulice Azji Południowo–Wschodniej. Obejrzeliśmy kawałek zupełnie innego, ekscytującego świata, to prawda, ale nie zapominajmy, z jakimi trudami taka podróż jest związana — ciągłymi przenosinami z miejsca na miejsce, hałasem, przebodźcowaniem, meczącą pogodą, psychicznym i fizycznym zmęczeniem, i tak dalej, i tak dalej. Szczególnie gdy podróżuje się po tym regionie przez pół roku. Jesteśmy przekonani, że teraz na tak długo już byśmy nie polecieli, a przynajmniej nie do Azji 🙈. Nie piszemy tego, żeby Was zniechęcić do egzotycznych podróży, ale by uświadomić Wam, że czasem po prostu nie ma czego zazdrościć. Cyk, frazesik — wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, a każdy kij ma dwa końce. Ciągle jednak uważamy, że podróże kształcą i są warte wydanych na nie pieniędzy. Mamy nadzieję, że ta wyprawa wzmocni nas na przyszłość i sprawi, że będzie nam łatwiej znosić przeróżne niewygody. Na pewno dzięki niej praktycznie każda podróż autobusem, niezależnie, jak długa, zlatuje teraz błyskawicznie. No i jak nam znowu smakuje polska kuchnia! Czy planujemy w najbliższym czasie jakieś szalone wojaże? Na pewno nie, choć dalekosiężne plany obejmują między innymi Amerykę Południową. Póki co jednak w zupełności zadowolimy się polskimi i europejskimi widoczkami. Serdecznie dziękujemy Wam za towarzyszenie nam przez te ostatnie pół roku, czytanie naszych wypocin, komentarze, słowa wsparcia i każdą postawioną kawę. Szczególne podziękowania kierujemy do rodziców i bliskich, którzy się o nas martwili, z wypiekami na twarzy czytali każdy wpis i z niecierpliwością czekali na kolejny. Na ten moment zawieszamy działalność bloga, ale nie wykluczamy jego reaktywacji, gdy znowu wybierzemy się w jakieś ciekawe miejsce, nawet jeśli mniej odległe. Naszą kawową skarbonkę pozostawiamy otwartą – na wypadek gdybyście przypadkiem cierpieli na nadmiar pieniędzy 😜🙃. Na koniec dzielimy się nowymi numerami telefonu z wszystkimi, którzy jeszcze ich nie mają, a chcieliby się z nami skontaktować (do czego serdecznie zachęcamy):
780-931-009 Tomek
780-931-920 Monika.
Bądźcie zdrowi, dbajcie o siebie i podróżujcie, gdy tylko przytrafi Wam się taka okazja 😘.
DZIĘKUJEMY! 🙏💕
















Pięknie dziękujemy za wszystkie wpisy. Były zawsze bardzo interesujące i okraszone ciekawymi zdjęciami. Teraz musicie odpocząć. A w przyszłości? Kto wie? Może jeszcze gdzieś? Życzymy powodzenia i zdrowia. Mama i tata .
OdpowiedzUsuń